Darwinistyczni przeciwnicy społecznej demokracji cz. 11

„Pragnęlibyśmy tego bardzo, lecz nie możemy się wznieść do tego ideału, ani też wyobrażać sobie, że tak kiedyś będzie, oraz przedstawiać sobie koniec rozwoju jako ogólne udoskonalenie. Nie jesteśmy z tej racji bynajmniej pesymistami, lecz wielomilionowy postęp, który głosi ożywiona i nieożywiona przyroda nie może bądź co bądź natchnąć nas czysto optymistycznym światopoglądem. Postęp jest pojęciem nieodłącznym od ideału doskonałości, a choć ten ostatni uznajemy, dążenie do doskonałości uważamy za zupełnie uprawnione, to jednakże nie próbujemy doskonałości samej w ręce chwytać”.

Schmidt jeszcze i innym razem bronił darwinizmu przeciw zarzutom Yirchowa. „Gdyby demokraci społeczni myśleli jasno, musieliby czynić, co się da, by naukę o pochodzeniu zataić, gdyż ona bardzo jasno orzeka, że ich nauki są niewykonalne”. Yirchow powinien by raczej na łagodne nauki chrystianizmu zwalić odpowiedzialność za wybryki społecznej demokracji. „Do obecnej pory ludzkość tak się rozwijała, że powoli dobre idee zwyciężały. U ludzkiego rodzaju walka o byt tak sic uszlachetnia, że staje się walką o prawdę”. Cóż za sprzeczność! Łagodne nauki chrystianizmu mają prowadzić do wybryków społecznej demokracji! Trudno również odgadnąć, w jaki sposób walka o prawdę da się połączyć z „niezachwianą zasadą konkurencji”.