Indywidualna walka o byt

Społeczna demokracja bynajmniej nie zamierza znieść indywidualnej walki o byt, że tego uczynić nie może. Walka – a w dziejach ludzkich praca i współzawodnictwo w pracy istniały zawsze i zawsze istnieć będą, chodzi tylko o społeczną podstawę, na której się to współzawodnictwo życiowe rozgrywa. W tej kwestii właśnie stawia Kidd na wskroś społeczno-demokratyczne żądanie, pragnie mianowicie, by w końcu wszyscy ludzie wstępowali w szranki życia nie tylko na podstawie równości politycznej, lecz w warunkach takich samych społecznych okoliczności. I taka natura i dążność dotychczasowego rozwoju miałaby być w istocie swej sprzeczną z postawionym przez Marksa celem naszej cywilizacji! Marks sądził, że cywilizacja zachodnia osiągnie swój punkt kulminacyjny w takim ustroju społecznym, który chyba z trudnością wyobrazić sobie będzie można, gdy się we wszelkich postaciach sił rozwojowych w społeczeństwie działających ich jedność i ciągłość stwierdziło. Widzi go w ustroju, w którym prawa nieustannie działające od pierwszych zawiązków życia na ziemi, naraz mają być zawieszone, a w końcu zniesione zupełnie. Kto cokolwiek lepiej zna demokrację społeczną, wie, że ani Marks, ani Engels nigdy takich poglądów nie bronili, jak te, które im tu taj przypisują, wie że wszyscy współcześni demokraci społeczni żądają tylko równych społecznych okoliczności, i że wszelka równość w szablonowym znaczeniu jednostajności i mechanicznego zrównania pracy i zarobku – jest wyłącznie utopią ich przeciwników. Istotnie w przeciwieństwie do Kidda jesteśmy przekonani, że równe społeczne okoliczności tylko w społeczno-demokratycznym ustroju będą możliwe.

Aleksander Tille w swym piśmie „ Von Darwin bis Nietzscheu” obraca się wyłącznie w kole poglądów Haeckla. Z punktu widzenia ewolucyjnej etyki naturalnego doboru zwalcza on tam demokrację, socjalizm, chrystianizm i idee humanitarne. Tille bynajmniej nie pochwala obecnego porządku i systemu konkurencji. Marzy on o arystokracji społecznej, o porządku społecznym, którym rządziłby wyłącznie dobór naturalny. „Z nauki, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga i wobec niego równi, wykwit! w końcu ideał humanitarny i socjalizm, przekonanie, że wszyscy ludzie mają równe prawo istnienia i równą wartość, a ideał ten w ubiegłem i obecnym stuleciu silnie oddziaływał na życie praktyczne. Z nauką rozwoju ideał ten pogodzić sienie da. Musi ona z nim zerwać skoro tylko uświadomi sobie jego bezpośrednie konsekwencje. Ona zna tylko dzielnych i nieudolnych, zdrowych i chorych, geniuszy i zwyrodniałych. W miejsce pomyślności wszystkich ludzi żyjących dziś na ziemi, musi ona swą świetną przyszłość upatrywać w najwyższym rozwoju rasy”. Tille, jak wielu jego współwyznawców, zwalcza fałszywe i powierzchowne pojęcie o społecznej demokracji i chrystianizmie, a stąd dochodzi do przesadnego pojęcia arystokracji społecznej. W politycznych prawach ludzkich upatruje ograniczenie przyrodzonej nierówności. W przyrodzie prawo jest siłą. Silny sam sobie zdobywa przywileje. „Jeżeli chcemy siłę wytwórczą całego narodu podnieść, to naturalnie musimy zaraz pomyśleć o tym samym środku (który w przyrodzie wszelki postęp powoduje) o społecznym doborze i wykluczaniu, dzięki któremu najdzielniejsi robotnicy przetrwają gorszych i liczne pozostawiają potomstwo, podczas gdy tamci giną zanim się pożenią”.